Artura Andrusa powinno przepisywać się na receptę, bo…
Andrus jest dobry na wszystko: na drogę za śliską, na brzydki bliźniego uczynek, na co dzień i na niedzielę, na taki jakiś nie taki ten byt. Na muchy w nosie, na śmiertelną powagę, na niemądrą uwagę i na nadwagę.
Kto nie wierzy i nie był na wczorajszym spotkaniu w gliwickiej bibliotece, temu zostają książki, płyty, audycje radiowe, felietony i serial kabaretowy „Spadkobiercy”.
Gwoli recenzenckiej powinności potwierdzamy, co następuje: ulubiona część ciała krowy, to lewy róg, ulubiona dziedzina sportu – sędziowanie, ulubione kobiety – Maria Czubaszek, Joanna Kołaczkowska i Hanna Śleszyńska, mężczyźni – Wojciech Młynarski, Wiesław Michnikowski i Edward Dziewoński, ulubiona potrawa – nowojorskie pierogi boys, ulubione zajęcie w podróży – tropienie prasowych absurdów, ulubione miasto – Spała. A specjalności życiowe to: bystre oko (a nawet dwa), wyczulone ucho (też dwa), biegłość językowa powiązana z szermierką słowną, błyskawiczne riposty, sypanie anegdotami z rękawów, powodowanie zrywania boków przez słuchaczki i słuchaczy.
Postulujemy utworzenie nowej dziedziny nauki i życia – andrusologię.
Prosimy o podpisy pod powyższym postulatem, które obiecujemy przekazaż odpowiednim władzom.
A! I przemianujmy ulicę Ziemowita na Artura Andrusa.
Biblioteka Centralna, ul. Kościuszki 17
27 kwietnia 2026 r.


















